W ostatnim czasie w moim zakładzie pracy pojawiły się małe urządzenia przy drzwiach wejściowych. Początkowo myśleliśmy, że to nowe alarmy, które zakłada dyrekcja dla naszego bezpieczeństwa. Szybko jednak okazało się, że to nowa ewidencja czasu pracy, a urządzenia przy drzwiach były małymi czytnikami kart magnetycznych.
Na cóż komu ewidencja czasu pracy? Cóż, rzeczywiście, niektórym zdarzało się spóźnić jakieś 5 minut do pracy, ale to przecież niewiele. Niemniej jednak nasz szef przykładał dużą wagę do punktualności. Nie mógł wyprosić u swoich pracowników przychodzenia do pracy na czas, dlatego też ewidencja czasu pracy stała się dla niego po prostu koniecznością. Odkąd funkcjonuje u nas ewidencja czasu pracy, wszyscy są punktualnie w pracy i tak też z niej wchodzą. Może to i lepiej? Dla mnie na pewno, bo nigdy nie zostaję po godzinach.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.